Wrócę tu na chwilę, żeby poruszyć istotną moim zdaniem kwestię, jaką jest niechęć do homoseksualistów.
Mój współlokator poinformował mnie wczoraj, że we Francji zalegalizowano związki partnerskie osób homoseksualnych i adoptowanie dzieci przez takie związki. Właśnie to sprawdziłem, zrobiono to już jakiś czas temu, ale nie o szybkość reakcji tu chodzi. On uważa, że to problem. Na moje stwierdzenie, że to dobrze, że dziecko z domu dziecka będzie miało rodzinę, stwierdził, że wolałby być w domu dziecka. Mocne stwierdzenie.
Skąd w nas ta niechęć? Ze strachu? Czy boimy się osób o odmiennej orientacji? Ale dlaczego? Nie jestem w stanie pojąć tego, co jest złego w rodzinie, w której są dwie osoby tej samej płci. Ludzie mówią, że to nienaturalne, że musi być matka i ojciec. Kto tak powiedział? Dlaczego musi? Co ze wszystkimi rodzinami, w których dziecko wychowuje samotna matka, a ojciec jest tylko raz na jakiś czas, pojawia się od wielkiego święta, albo w ogóle go nie ma? To jest "normalna", "naturalna" rodzina? Albo co z dziećmi osób w młodym wieku, które już zawsze będą zdane na pomoc rodziców, co będzie rodzić napięcia i możliwe, że doprowadzi do jakiejś patologii... nie musi, ale różne są przypadki.
Nie widzę w tym nic strasznego, bo związki homoseksualne będą musiały się sporo natrudzić, żeby mieć dziecko. W pewnym sensie jest to trudniejszy proces niż w związkach heteroseksualnych. Można więc przypuszczać, że jeśli już im się uda adopcja, to zaangażują się w to wychowywanie.
Nie rozumiem też argumentu "jeśli byłbym wychowywany przez związki homo, to pewnie byłbym gejem". Bo co? Bo patrzysz na swoją rodzinę i widzisz takie zachowania? Serio? Kto tak twierdzi, to głupota. A już w ogóle nie rozumiem argumentu, że to wbrew naturze i jest to krok do zmniejszenia liczebności narodu. Bo co? Bo homoseksualiści się nie rozmnażają tak? Hm... a może rozważ te dwa argumenty i jakoś je ze sobą połącz. Homoseksualiści się nie rozmnażają, ale ciągle są "nowi". Czyli, że geje, to ludzie wychowywani w "normalnych" rodzinach, gdzie jest ojciec i matka... i gdzie jest teraz twój argument o pójściu za przykładem rodziców?
I co wy macie z tym rozmnażaniem? Jest nas na świecie ponad 7 miliardów, w tym pewnie jakieś 3/4 nie wie co ze sobą zrobić. I po co to? Żeby był ktoś, kto będzie zarabiał na emerytury dla starszych? Żeby gatunek ludzki nie wymarł? Niech wymiera, Ziemia miała się lepiej bez niego. To dążenie do przedłużenia gatunku nie odróżnia nas za bardzo od zwierząt. Twój kot też pewnie chciał przedłużyć gatunek, ale go wykastrowano... no cóż. A z tym, że to nienaturalne. Homoseksualizm jest też obecny u zwierząt. Wbij do dżungli, znajdź jakąś grupę szympansów bonobo i powiedz im, że żyją w sprzeczności z naturą. No co? Tak uważasz. Widocznie dziko żyjące zwierzęta też mogą być nienaturalne.
środa, 13 lutego 2013
poniedziałek, 24 grudnia 2012
To był ładny kamień...
Moja matka właśnie weszła do pokoju, żeby pochwalić się jak przerobiła kamień, który kiedyś zabrałem z plaży, na "zdekupażowany" przycisk do papieru.
To był naprawdę ładny kamień. Może nie miał jakiejś konkretnej formy, wyglądał jak rzucona na podłogę miękka plastelina, ale kolor, to było coś. Wyglądał jak model wzgórza z liniami oznaczającymi wysokości. Takie słoje. Generalnie był szary, z jasnymi akcentami. A teraz jest kurwa kremowy, błyszczący i gapi się z niego jakaś dziewiętnastowieczna babka w kapeluszu. Ech...
Oczywiście większość uzna to za błahą rzecz i przejdzie nad tym obojętnie, ale ja myślę, że to dużo mówi o naturze ludzkiej. Bo my nie potrafimy uszanować i zachwycić się naturą. I nie mówię tu o jakimś sztucznym "O mój boże, jedźmy w góry i zachwycajmy się pięknem przyrody", ale dlaczego do licha ciągle myślę o wyjeździe nad jezioro, jako czymś co pomogłoby uporządkować mi moje życie. Albo na pustynię (ok, akurat pustynię wziąłem z "25. godziny", ale to wciąż natura!).
A mama przerobiła kamień. Czy kamień może być ładniejszy? Czy jest jakiś sposób, by z czegoś co natura tworzyła ile? setki? tysiące? dziesiątki tysięcy lat? Zrobić coś ładnego? No moim zdaniem nie. Ale my ciągle to robimy. Bierzemy las, wycinamy go, stawiamy miasto. Bierzemy pustynię, budujemy na niej Las Vegas. W końcu zaczniemy brać nasze miasta i budować na nich wyższe miasta, bo zabraknie nam naturalnej przestrzeni, a gdzieś trzeba będzie upchać tych ludzi.
Nie wiem o czym chciałem napisać ten wpis. Po prostu uważam, że to był naprawdę wyjątkowo ładny kamień...
To był naprawdę ładny kamień. Może nie miał jakiejś konkretnej formy, wyglądał jak rzucona na podłogę miękka plastelina, ale kolor, to było coś. Wyglądał jak model wzgórza z liniami oznaczającymi wysokości. Takie słoje. Generalnie był szary, z jasnymi akcentami. A teraz jest kurwa kremowy, błyszczący i gapi się z niego jakaś dziewiętnastowieczna babka w kapeluszu. Ech...
Oczywiście większość uzna to za błahą rzecz i przejdzie nad tym obojętnie, ale ja myślę, że to dużo mówi o naturze ludzkiej. Bo my nie potrafimy uszanować i zachwycić się naturą. I nie mówię tu o jakimś sztucznym "O mój boże, jedźmy w góry i zachwycajmy się pięknem przyrody", ale dlaczego do licha ciągle myślę o wyjeździe nad jezioro, jako czymś co pomogłoby uporządkować mi moje życie. Albo na pustynię (ok, akurat pustynię wziąłem z "25. godziny", ale to wciąż natura!).
A mama przerobiła kamień. Czy kamień może być ładniejszy? Czy jest jakiś sposób, by z czegoś co natura tworzyła ile? setki? tysiące? dziesiątki tysięcy lat? Zrobić coś ładnego? No moim zdaniem nie. Ale my ciągle to robimy. Bierzemy las, wycinamy go, stawiamy miasto. Bierzemy pustynię, budujemy na niej Las Vegas. W końcu zaczniemy brać nasze miasta i budować na nich wyższe miasta, bo zabraknie nam naturalnej przestrzeni, a gdzieś trzeba będzie upchać tych ludzi.
Nie wiem o czym chciałem napisać ten wpis. Po prostu uważam, że to był naprawdę wyjątkowo ładny kamień...
środa, 21 listopada 2012
wtorek, 6 listopada 2012
"Moje myślenie jest dość subiektywne"
Co dają ludziom studia? Po co w ogóle iść na studia? Niektórzy raczej nie powinni, bo ewidentnie nie ma to większego sensu.
Można pomyśleć, że nawet jeśli studia nie są naszym wyborem, ze względu na perspektywę przyszłej pracy, to chociaż stawiamy sobie na nich za cel poszerzenie naszych horyzontów myślowych.
Ok. Co jednak z tymi ludźmi, którzy ewidentnie mają problem z horyzontami. Otóż tacy ludzie dostają nowy zasób słów, cały słownik. I równoważą to z inteligencją. Myślą, że są światli, objawieni czy co tam jeszcze. I potem piszę w toalecie, że smród jest immanentną cechą kibla. Albo w odpowiedzi na postawione na drzwiach pytanie "Is this real life" odpowiadają:
"or us projection in us minds
projection different reality
in understandly for us frames"
Wiem o co chodziło autorowi tych słów, ale co z tego, skoro posługuje się on językiem, którego zasad ewidentnie nie opanował, do mówienia o rzeczach, o których nie ma nic ciekawego do powiedzenia.
Poza tym nasuwają mi się wątpliwości co do sensu studiowania, kiedy siedząc przy stoliku, słyszę rozmowę dziewczyn ze stolika obok, przechodzącą od seksu do stwierdzenia "Moje myślenie jest dość subiektywne". Naprawdę? NAPRAWDĘ?! Szkoda słów...
Można pomyśleć, że nawet jeśli studia nie są naszym wyborem, ze względu na perspektywę przyszłej pracy, to chociaż stawiamy sobie na nich za cel poszerzenie naszych horyzontów myślowych.
Ok. Co jednak z tymi ludźmi, którzy ewidentnie mają problem z horyzontami. Otóż tacy ludzie dostają nowy zasób słów, cały słownik. I równoważą to z inteligencją. Myślą, że są światli, objawieni czy co tam jeszcze. I potem piszę w toalecie, że smród jest immanentną cechą kibla. Albo w odpowiedzi na postawione na drzwiach pytanie "Is this real life" odpowiadają:
"or us projection in us minds
projection different reality
in understandly for us frames"
Wiem o co chodziło autorowi tych słów, ale co z tego, skoro posługuje się on językiem, którego zasad ewidentnie nie opanował, do mówienia o rzeczach, o których nie ma nic ciekawego do powiedzenia.
Poza tym nasuwają mi się wątpliwości co do sensu studiowania, kiedy siedząc przy stoliku, słyszę rozmowę dziewczyn ze stolika obok, przechodzącą od seksu do stwierdzenia "Moje myślenie jest dość subiektywne". Naprawdę? NAPRAWDĘ?! Szkoda słów...
sobota, 3 listopada 2012
Dobry stan
Lubimy to robić - rozpierdalać świat wokół siebie.
Lubimy niszczyć, burzyć, czy choćby tłuc i nie bardzo obchodzą nas konsekwencje. Fajnie by było, gdyby ich nie było... niewidzialne pieniądze.
Lubimy też tworzyć, ale jest to o wiele trudniejsze. Zajmuje więcej czasu. Ale daje też więcej satysfakcji. Destrukcja to chwilowa przyjemność. Dzieło... to coś znacznie więcej.
Ciekawe z czego to wynika. Ta radość z burzenia. To "wow" kiedy coś się spektakularnie niszczy. Zawala. Burzy. Rozlatuje na kawałki. Z ludzkiej skłonności do auto(i nie tylko) destrukcji?
Co sprowadza mnie do najważniejszego pytania...
...czy ja się dzisiaj wyspałem?
Lubimy niszczyć, burzyć, czy choćby tłuc i nie bardzo obchodzą nas konsekwencje. Fajnie by było, gdyby ich nie było... niewidzialne pieniądze.
Lubimy też tworzyć, ale jest to o wiele trudniejsze. Zajmuje więcej czasu. Ale daje też więcej satysfakcji. Destrukcja to chwilowa przyjemność. Dzieło... to coś znacznie więcej.
Ciekawe z czego to wynika. Ta radość z burzenia. To "wow" kiedy coś się spektakularnie niszczy. Zawala. Burzy. Rozlatuje na kawałki. Z ludzkiej skłonności do auto(i nie tylko) destrukcji?
Co sprowadza mnie do najważniejszego pytania...
...czy ja się dzisiaj wyspałem?
czwartek, 1 listopada 2012
Powrócony
Oto jestem, w miejscu, z którego pochodzę.
I chodź otoczenie się zmieniło, to mam wrażenie jakbym nigdzie nie wyjeżdżał.
Mam co prawda swój pokój, ale tak jak w Poznaniu, śmieci zaczynają tworzyć piramidę, czekając na łaskawe wyrzucenie.
Żeby zjeść, muszę najpierw umyć patelnię, która stoi gdzieś brudna.
I chodź wiem, że tak powinno być, to nie tego oczekiwałbym od domu.
To pewnie naiwne i wciąż mocno dziecinne, ale myślałbym, że będą mnie witać jak syna marnotrawnego. Jak to zrobili przyjaciele. Wielki krzyk, papieros wysunięty w moją stronę, ogień.
Skoro nawet rozmowy w drugim pokoju są takie same jak w akademiku (a raczej w akademiku, takie jak tutaj... "Tak kochanie", "Oczywiście", "Ja też cię kocham" [nie byłoby to takie nieznośne, gdyby nie ton zakochanego dwunastolatka]), to zastanawiam się... czy naprawdę jest po co wracać?
I chodź otoczenie się zmieniło, to mam wrażenie jakbym nigdzie nie wyjeżdżał.
Mam co prawda swój pokój, ale tak jak w Poznaniu, śmieci zaczynają tworzyć piramidę, czekając na łaskawe wyrzucenie.
Żeby zjeść, muszę najpierw umyć patelnię, która stoi gdzieś brudna.
I chodź wiem, że tak powinno być, to nie tego oczekiwałbym od domu.
To pewnie naiwne i wciąż mocno dziecinne, ale myślałbym, że będą mnie witać jak syna marnotrawnego. Jak to zrobili przyjaciele. Wielki krzyk, papieros wysunięty w moją stronę, ogień.
Skoro nawet rozmowy w drugim pokoju są takie same jak w akademiku (a raczej w akademiku, takie jak tutaj... "Tak kochanie", "Oczywiście", "Ja też cię kocham" [nie byłoby to takie nieznośne, gdyby nie ton zakochanego dwunastolatka]), to zastanawiam się... czy naprawdę jest po co wracać?
czwartek, 25 października 2012
Jestem wrakiem
Czym jest upadek?
Czy to chwilowa niedyspozycja czy dłuższy zjazd po równi pochyłej?
Nisko było. Nisko.
To uczucie, gdy wiesz, że ludzie na ciebie patrzą i myślą sobie "och, jak nisko upadł", albo pouczają swoje dzieci "Widzisz Jasiu? Nie bądź taki". Przykre.
Z drugiej strony, coś takiego pomaga zrozumieć rzeczywistość. Smutna to wiedza, którą nabywamy.
Czy to chwilowa niedyspozycja czy dłuższy zjazd po równi pochyłej?
Nisko było. Nisko.
To uczucie, gdy wiesz, że ludzie na ciebie patrzą i myślą sobie "och, jak nisko upadł", albo pouczają swoje dzieci "Widzisz Jasiu? Nie bądź taki". Przykre.
Z drugiej strony, coś takiego pomaga zrozumieć rzeczywistość. Smutna to wiedza, którą nabywamy.
sobota, 13 października 2012
Co za popierdolony dzień
Poszedł spać jako człowiek. Obudził się jako zombie. W pierwszym odruchu przetrwania podszedł do lodówki. Kanapka z szynką, to mogło podtrzymać jego egzystencję przez najbliższych kilka godzin. Mleko? Czemu nie.
Poczuł potrzebę dymu, więc udał się na schody. Odpalając papierosa zastanawiał się dlaczego ma brodę. Zombie z brodą. Resztka mózgu podpowiadała mu, że coś w tej bajce nie gra, ale szybko została uciszona przez zombiczą naturę co raz głośniej wołającą o mózg. Czyjś mózg. Schodząc ze stopnia spojrzał w przyszłość, w której zobaczył siebie siedzącego przy barze w akademikowym klubie i pijącego coś co nie obciążało zbytnio jego sakiewki, a jednocześnie podnosiło poziom alkoholu w jego krwi.
Przekręcił klucz i wszedł do pokoju. Głos z korytarza powiedział "kawa". Tak, kawa to byłby dobry pomysł. Niestety, była ona poza jego zasięgiem. Usiadł z powrotem na łóżku, czekając na nieuniknioną przyszłość.
Co za popierdolony dzień... nawet nie do końca "dzień-po".
Poczuł potrzebę dymu, więc udał się na schody. Odpalając papierosa zastanawiał się dlaczego ma brodę. Zombie z brodą. Resztka mózgu podpowiadała mu, że coś w tej bajce nie gra, ale szybko została uciszona przez zombiczą naturę co raz głośniej wołającą o mózg. Czyjś mózg. Schodząc ze stopnia spojrzał w przyszłość, w której zobaczył siebie siedzącego przy barze w akademikowym klubie i pijącego coś co nie obciążało zbytnio jego sakiewki, a jednocześnie podnosiło poziom alkoholu w jego krwi.
Przekręcił klucz i wszedł do pokoju. Głos z korytarza powiedział "kawa". Tak, kawa to byłby dobry pomysł. Niestety, była ona poza jego zasięgiem. Usiadł z powrotem na łóżku, czekając na nieuniknioną przyszłość.
Co za popierdolony dzień... nawet nie do końca "dzień-po".
The name is Bond. James Bond.
"Nie masz życia" to bardzo interesujące zdanie. Słyszymy je bardzo często. Najczęściej słyszą je ci, którzy lubią sobie pograć. Albo zarwać nockę budując monumentalne budynki w MineCrafcie. Zwrot ten jest jednak często nadużywany. Mimo tej świadomości czy możemy powiedzieć, że osoba, która budzi swojego współlokatora o 10 rano w sobotę zapachem jajecznicy i buczeniem wiatraka od kompa, bo nakurwia sobie w World of Tanks ma życie? NO CHYBA KURWA NIE. JA PIERDOLE, 10 RANO. W SOBOTĘ. JA ROZUMIEM, ŻE WRACANIE DO AKADEMIKA O 5, NIE JEST SZCZYTEM NORMALNOŚCI, ALE KURWA 10 RANO. W SOBOTĘ?!?! ŻEBY POLECIEĆ KLASYKIEM: "HOW DARE YOU?!".
Co do samego wracania o 5. Maraton z Bondem był bardzo spoko, Bond to jest klasa. Wychodzisz po każdym filmie i chcesz być taki jak Bond. Ten styl. Ten high-life. Jako, że mam teraz bilet z enemefu, to będę się częściej wybierał na takie maratony... POD WARUNKIEM, ŻE NIE OBUDZĘ SIĘ PO CZTERECH GODZINACH DLA WORLD OF TANKS. NO KURWA.
Co do samego wracania o 5. Maraton z Bondem był bardzo spoko, Bond to jest klasa. Wychodzisz po każdym filmie i chcesz być taki jak Bond. Ten styl. Ten high-life. Jako, że mam teraz bilet z enemefu, to będę się częściej wybierał na takie maratony... POD WARUNKIEM, ŻE NIE OBUDZĘ SIĘ PO CZTERECH GODZINACH DLA WORLD OF TANKS. NO KURWA.
wtorek, 2 października 2012
Jestem kucharzem
Przeżył orgazm kupek smakowych, gdy ciepły posiłek wreszcie znalazł się w jego ustach. Nie jadł nic od 9 godzin. To długo. Stanowczo za długo. Sypki ryż i ciągnący się z kurczaka ser zasilały jego żołądek...
[Pascal]
Dzisiaj nauczymy się jak ugotować kuhczaka po hawajsku. Potrzebne są nam:
- filety z piehsi kuczaka
- żółty seh (najlepiej w plasthach, ale kostka też się nada. Polecam goudę smakovity z Biedhonki)
- ananas z puszki
- hyż długoziahnisty (lub jakikowiek inny dodatek. Ja osobiścię phrefehruję hyż)
- oliwa (ale jeśli jesteś studentem mieszkającym w akademiku, to masło hównież da hadę)
Zaczynamy od hyżu, ponieważ zagotowanie się wody thochę twa i w czasie, gdy hyż będzie się gotował, zaczniemy przyrządzanie kuhczaka.
Kuhczaka należy hozkhoić wzdłuż ścięgien, żeby miał jak największą powierzchnię. Hozbijanie kuhczaka niszczy mięso, a hościnając można uzyskać naprawdę delikatnego kuhczaka.
Z wrzuceniem mięsa na patelnię czekamy do zagotowania się wody na hyż. Wtedy mamy jakieś 15 minut, któhe powinno nam w zupełności wystahczyć. Kuhczaka można paniehować, jednak przepis, któhy ja podaję, to wehsja uboższa, do pełniejszego wykorzystania phoduktów. Kuhczaka podsmażamy nohmalnie, a gdy już będzie ładnie ścięty i zostanie nam tylko kilka minut smażenia, kładziemy na każdym kawałku plastehek ananasa i przykhywamy go żółtym sehem. Patelnię najlepiej przykhyć, wtedy żółty seh się hozpuści oblewając naszego kuhczaka i tworząc z nim i ananasem spójną całość.
Najpiehw nakładamy na tależ hyż, a dopierho później kuhczaka, żebyśmy mieli czym polać hyż. Jeśli ktoś pheferhuje sałatę czy pomidoha, to oczywiście można je podać.
Smacznego!
[Pascal]
Dzisiaj nauczymy się jak ugotować kuhczaka po hawajsku. Potrzebne są nam:
- filety z piehsi kuczaka
- żółty seh (najlepiej w plasthach, ale kostka też się nada. Polecam goudę smakovity z Biedhonki)
- ananas z puszki
- hyż długoziahnisty (lub jakikowiek inny dodatek. Ja osobiścię phrefehruję hyż)
- oliwa (ale jeśli jesteś studentem mieszkającym w akademiku, to masło hównież da hadę)
Zaczynamy od hyżu, ponieważ zagotowanie się wody thochę twa i w czasie, gdy hyż będzie się gotował, zaczniemy przyrządzanie kuhczaka.
Kuhczaka należy hozkhoić wzdłuż ścięgien, żeby miał jak największą powierzchnię. Hozbijanie kuhczaka niszczy mięso, a hościnając można uzyskać naprawdę delikatnego kuhczaka.
Z wrzuceniem mięsa na patelnię czekamy do zagotowania się wody na hyż. Wtedy mamy jakieś 15 minut, któhe powinno nam w zupełności wystahczyć. Kuhczaka można paniehować, jednak przepis, któhy ja podaję, to wehsja uboższa, do pełniejszego wykorzystania phoduktów. Kuhczaka podsmażamy nohmalnie, a gdy już będzie ładnie ścięty i zostanie nam tylko kilka minut smażenia, kładziemy na każdym kawałku plastehek ananasa i przykhywamy go żółtym sehem. Patelnię najlepiej przykhyć, wtedy żółty seh się hozpuści oblewając naszego kuhczaka i tworząc z nim i ananasem spójną całość.
Najpiehw nakładamy na tależ hyż, a dopierho później kuhczaka, żebyśmy mieli czym polać hyż. Jeśli ktoś pheferhuje sałatę czy pomidoha, to oczywiście można je podać.
Smacznego!
niedziela, 30 września 2012
Jestem studentem
Patrząc na cennik, zastanawiał się czy 6,50 to dużo za naleśnika z mięsem i warzywami i czy porcja będzie dostatecznie duża by mógł się nią najeść.
Odpowiedzi brzmiały kolejno:
1. chyba nie
2. chciałbyś...
Ciepło w żołądku promieniowało na całe ciało, dając Pawłowi kilka dodatkowych godzin, zanim znów poczuje głód. Szedł. Szedł daleko. Kilka kilometrów później wsiadł już do tramwaju by wrócić do swojego akademika, na obiad, którym miały być kanapki z szynką, popijane złotym kurczakiem vifona.
Dni jakoś szybko mijają. Nie wiem, może tylko mi się tak wydaje. Wstałem o 9, jest już 17. Zrobiliśmy dzisiaj z 12 kilometrów, a dzień się jeszcze nie skończył. Może nie mam pieniędzy w portfelu, ale to naprawdę dobry deal, jeśli zbieram doświadczenia i miłe wspomnienia. 18 godzin temu poznałem epic sax chick.
A co ty możesz powiedzieć o swoim dniu?
Odpowiedzi brzmiały kolejno:
1. chyba nie
2. chciałbyś...
Ciepło w żołądku promieniowało na całe ciało, dając Pawłowi kilka dodatkowych godzin, zanim znów poczuje głód. Szedł. Szedł daleko. Kilka kilometrów później wsiadł już do tramwaju by wrócić do swojego akademika, na obiad, którym miały być kanapki z szynką, popijane złotym kurczakiem vifona.
Dni jakoś szybko mijają. Nie wiem, może tylko mi się tak wydaje. Wstałem o 9, jest już 17. Zrobiliśmy dzisiaj z 12 kilometrów, a dzień się jeszcze nie skończył. Może nie mam pieniędzy w portfelu, ale to naprawdę dobry deal, jeśli zbieram doświadczenia i miłe wspomnienia. 18 godzin temu poznałem epic sax chick.
A co ty możesz powiedzieć o swoim dniu?
czwartek, 27 września 2012
Jestem bogaczem
I tak o to Paweł wyruszył w swoją podróż ku nieznanemu w wagonie drugiej klasy, który jednak sprawiał wrażenie bardziej komfortowego niż ten pierwszej (nota bene widzianego przez szklane drzwi).
Zostawiał za sobą wszystko. Dom, znajomych, dziewczynę (nie płacz, kiedy odjadę ;)). Wiedział, że będzie do nich wracał, ale wiedział też, że będzie to powrót na innych zasadach niż dotychczas.
Siedząc samotnie w wagonie, patrząc na torby Mary Kay należące do pani siedzącej po przekątnej (nie dadzą mi odejść) i zastanawiając się czy zdąży napisać chociaż zarys opowiadania przed Poznaniem Głównym, Paweł rozpoczął nowy etap swojego życia.
Zostawiał za sobą wszystko. Dom, znajomych, dziewczynę (nie płacz, kiedy odjadę ;)). Wiedział, że będzie do nich wracał, ale wiedział też, że będzie to powrót na innych zasadach niż dotychczas.
Siedząc samotnie w wagonie, patrząc na torby Mary Kay należące do pani siedzącej po przekątnej (nie dadzą mi odejść) i zastanawiając się czy zdąży napisać chociaż zarys opowiadania przed Poznaniem Głównym, Paweł rozpoczął nowy etap swojego życia.
czwartek, 30 sierpnia 2012
Paweł czemu nic nie piszesz?
Są takie momenty, gdy uczymy się czegoś o życiu. Nabywamy jakąś umiejętność czy odkrywamy jakąś "objawioną" prawdę. I po tym momencie nasze życie jest już trochę inne.
Ja, co można było zaobserwować w moich wpisach, bardzo dużo uwagi poświęcałem postrzeganiu. Innych, siebie. Powracającym motywem było, i jest w sumie nadal, "o czym mówić, żeby rozmowa miała sens". Tak jak ja wymagam od innych, czy to będąc świadkiem czy też żywym uczestnikiem rozmowy, żeby swoimi wypowiedziami nie robili z siebie idiotów, tak i ja staram się oszczędzać innym takich odczuć.
Najgorsze, bo nieświadome i niezrozumiałe wyjście na idiotę, to staranie się rozmawiać o sprawach "mądrych" i "życiowych". I tu dochodzimy do sedna. W pewnym momencie, po wylaniu morza wpisów, traktujących o różnych dziedzinach życia, doszedłem do wniosku, że warto zachowywać, niektóre przynajmniej, z tych przemyśleń dla siebie. Od tego czasu mam problem, żeby wyprodukować tu coś, czego w trakcie pisania nie uznam za niepotrzebne.
Chciałbym o sobie myśleć jako o osobie inteligentnej. Lubię tak o sobie myśleć. Ale na takie miano trzeba sobie zapracować. Nie wystarczy rozmawiając z kimś powiedzieć "spoko, dogadamy się, bo inteligentni ludzie się dogadują", bo co jeśli w oczach, tej drugiej osoby nie jesteś inteligentny/a, albo gorzej, nie ma ona wyrobionego zdania na twój temat, a takim obwieszczeniem przedstawiasz się jako osoba pyszna, przekonana o swoim statusie umysłowym, co nie działa na twoją korzyść, bo osoba mądra (według mnie) wątpi.
Żal mi trochę ludzi, którzy podejmują się rozmów na "ambitne" tematy, mając znikomą, bądź zerową wiedzę. To tak jakby rozmawiać o książkach, nie wykraczając poza tytuły obecne na empikowej półce "bestsellery". Czasem lepiej zamilknąć, niż zacząć pieprzyć nawet jeśli według nas, te głupoty są bardzo na poziomie i w ogóle mądrze gadam, polać mi.
Temat: "Czy historia potoczyłaby się podobnie? Czy w losach ludzi obecne byłyby wojny, wynalazki i podboje, gdyby zresetować system i jeszcze raz rozpocząć życie na ziemi?" nie jest wbrew pozorom tematem na ambitną rozmowę. Jest to raczej przelotna myśl, która może nam zaświtać w przerwie między lekturą Kurta Vonneguta, a wieczornym pasmem wiadomości. Chwile później przychodzi odpowiedź. Koniec. O czym tu rozmawiać?
Zdaję sobie sprawę, że mogę kopać sobie grób. Że powyższy wpis może być takim "pseudo-inteligentnym" wywodem, który powinienem zatrzymać dla siebie. Chciałem jednak wyjaśnić pewną przejawiającą się tu pustkę, a może i wzbudzić w niektórych jakąś refleksję. Może mi wyszło. Może nie. Czasem, gdy chcemy się czymś podzielić z innymi, warto to zachować dla siebie. Czasem, gdy coś trzymamy dla siebie, warto się tym podzielić z innymi.
~Paulo Coelho
Ja, co można było zaobserwować w moich wpisach, bardzo dużo uwagi poświęcałem postrzeganiu. Innych, siebie. Powracającym motywem było, i jest w sumie nadal, "o czym mówić, żeby rozmowa miała sens". Tak jak ja wymagam od innych, czy to będąc świadkiem czy też żywym uczestnikiem rozmowy, żeby swoimi wypowiedziami nie robili z siebie idiotów, tak i ja staram się oszczędzać innym takich odczuć.
Najgorsze, bo nieświadome i niezrozumiałe wyjście na idiotę, to staranie się rozmawiać o sprawach "mądrych" i "życiowych". I tu dochodzimy do sedna. W pewnym momencie, po wylaniu morza wpisów, traktujących o różnych dziedzinach życia, doszedłem do wniosku, że warto zachowywać, niektóre przynajmniej, z tych przemyśleń dla siebie. Od tego czasu mam problem, żeby wyprodukować tu coś, czego w trakcie pisania nie uznam za niepotrzebne.
Chciałbym o sobie myśleć jako o osobie inteligentnej. Lubię tak o sobie myśleć. Ale na takie miano trzeba sobie zapracować. Nie wystarczy rozmawiając z kimś powiedzieć "spoko, dogadamy się, bo inteligentni ludzie się dogadują", bo co jeśli w oczach, tej drugiej osoby nie jesteś inteligentny/a, albo gorzej, nie ma ona wyrobionego zdania na twój temat, a takim obwieszczeniem przedstawiasz się jako osoba pyszna, przekonana o swoim statusie umysłowym, co nie działa na twoją korzyść, bo osoba mądra (według mnie) wątpi.
Żal mi trochę ludzi, którzy podejmują się rozmów na "ambitne" tematy, mając znikomą, bądź zerową wiedzę. To tak jakby rozmawiać o książkach, nie wykraczając poza tytuły obecne na empikowej półce "bestsellery". Czasem lepiej zamilknąć, niż zacząć pieprzyć nawet jeśli według nas, te głupoty są bardzo na poziomie i w ogóle mądrze gadam, polać mi.
Temat: "Czy historia potoczyłaby się podobnie? Czy w losach ludzi obecne byłyby wojny, wynalazki i podboje, gdyby zresetować system i jeszcze raz rozpocząć życie na ziemi?" nie jest wbrew pozorom tematem na ambitną rozmowę. Jest to raczej przelotna myśl, która może nam zaświtać w przerwie między lekturą Kurta Vonneguta, a wieczornym pasmem wiadomości. Chwile później przychodzi odpowiedź. Koniec. O czym tu rozmawiać?
Zdaję sobie sprawę, że mogę kopać sobie grób. Że powyższy wpis może być takim "pseudo-inteligentnym" wywodem, który powinienem zatrzymać dla siebie. Chciałem jednak wyjaśnić pewną przejawiającą się tu pustkę, a może i wzbudzić w niektórych jakąś refleksję. Może mi wyszło. Może nie. Czasem, gdy chcemy się czymś podzielić z innymi, warto to zachować dla siebie. Czasem, gdy coś trzymamy dla siebie, warto się tym podzielić z innymi.
~Paulo Coelho
sobota, 18 sierpnia 2012
Po złym dniu, przychodzi następny :)
Byłem tu wczoraj. Mało wejść i nic się nie dzieje. Zygmunt zapytał mnie czy mam coś ciekawego do powiedzenia. Chyba mam, ale próbuję to przekuwać w inne tworzywa.
Dziękuję Zygmuntowi za krótkie konwersacje. W prostych słowach potrafi człowieka podnieść na duchu.
To ważne, bo odnoszę wrażenie, że nie potrafimy rozmawiać. Nawet jeśli do siebie mówimy, to często nie bardzo nas interesuje słuchanie. Nawet jeśli słyszymy, to droga od ucha do przyjęcia i zrozumienia jest długa, kręta i mało czemu udaje się ją przejść.
Wydaje mi się, że ostatnio wielu z nas upada. Jasne, po upadku trzeba się podnieść i wyciągnąć z tego taką naukę, żeby nie powtórzyć dołu... ale chyba się oddalamy. Od siebie.
Upadki, problemy w komunikacji. Ja wyjeżdżam, więc moje relacje to zupełnie inna bajka i inaczej trzeba będzie je rozpatrywać. Ale wy zostajecie, dojdą nowi znajomi, zostaną znane twarze. Szlifujcie komunikację, bo im jesteśmy starsi, tym trudniej nam komuś zaufać. A wymienienie towarzystwa nie będzie najlepszym rozwiązaniem.
Dziękuję Zygmuntowi za krótkie konwersacje. W prostych słowach potrafi człowieka podnieść na duchu.
To ważne, bo odnoszę wrażenie, że nie potrafimy rozmawiać. Nawet jeśli do siebie mówimy, to często nie bardzo nas interesuje słuchanie. Nawet jeśli słyszymy, to droga od ucha do przyjęcia i zrozumienia jest długa, kręta i mało czemu udaje się ją przejść.
Wydaje mi się, że ostatnio wielu z nas upada. Jasne, po upadku trzeba się podnieść i wyciągnąć z tego taką naukę, żeby nie powtórzyć dołu... ale chyba się oddalamy. Od siebie.
Upadki, problemy w komunikacji. Ja wyjeżdżam, więc moje relacje to zupełnie inna bajka i inaczej trzeba będzie je rozpatrywać. Ale wy zostajecie, dojdą nowi znajomi, zostaną znane twarze. Szlifujcie komunikację, bo im jesteśmy starsi, tym trudniej nam komuś zaufać. A wymienienie towarzystwa nie będzie najlepszym rozwiązaniem.
czwartek, 26 lipca 2012
Previously on "iliketrainz"...
I druga myśl.
Nie lubię bylejakości. Może powodem, dla którego tak wszystko hejtuje...my, jest fakt, że wkurza nas bezpłciowość ludzi, których spotykamy. A może fakt, że widzimy jak pewne rzeczy, mogłyby być lepsze, gdyby ludzie myśleli.
Wszystkie moje świadomie podejmowane działania są próbą bycia jakimś. Chciałbym być lubiany. Naprawdę bym chciał. Jeśli jednak kosztem bycia lubianym, byłoby bycie neutralnym, albo mniej wyrazistym... to nie jest to cena, którą chcę zapłacić.
Nie lubię bylejakości. Może powodem, dla którego tak wszystko hejtuje...my, jest fakt, że wkurza nas bezpłciowość ludzi, których spotykamy. A może fakt, że widzimy jak pewne rzeczy, mogłyby być lepsze, gdyby ludzie myśleli.
Wszystkie moje świadomie podejmowane działania są próbą bycia jakimś. Chciałbym być lubiany. Naprawdę bym chciał. Jeśli jednak kosztem bycia lubianym, byłoby bycie neutralnym, albo mniej wyrazistym... to nie jest to cena, którą chcę zapłacić.
Hank hates you all
Przeczytałbym coś... ale nie poszedłem do biblioteki. Dammit.
Pamiętacie taki serial jak "Californication"? Pamiętacie taką książkę jak "God Hates Us All"?
Taka książka istnieje naprawdę. Nie jest tak obszerna, nie nazwałbym jej też arcydziełem. Coś w niej jednak było, skoro minął tydzień, a ona wciąż wraca. Może za miesiąc przestanie, kto wie. Może to dlatego, że dobrze wypełniała czas. Może to dlatego, że nie rozumiałem wszystkich słów, bo czytałem wersję angielską. :)
Kto wie. Książka... sympatyczna i cieszę się, że mam ją na półce. Nie tylko dlatego, że dobrze wygląda. Może kiedyś zajrzę do niej jeszcze raz.
Nie jest przyjemnym uczuciem, gdy ktoś zrywa kontakt. To tak jakby... wyobraźmy sobie relację jak roślinkę, którą sadzimy sobie na ciele. Przyjmijmy, że jest to możliwe... chociaż chyba jest. W każdym razie, relacja się pogłębia, roślinka zapuszcza korzenie...
Moment zerwania kontaktu, powiedzenia "koniec", to wyrwanie roślinki. Razem z korzeniami. A co zostaje, gdy wyrwie się roślinkę z korzeniami? Dziuuuura. Zanim dziura się zasklepi, coś tam powpada... śmieci jakieś, brud, kurz... Niefajnie żyć z dziurą.
"I'm telling you this because I want you to know the truth"
Pamiętacie taki serial jak "Californication"? Pamiętacie taką książkę jak "God Hates Us All"?
Taka książka istnieje naprawdę. Nie jest tak obszerna, nie nazwałbym jej też arcydziełem. Coś w niej jednak było, skoro minął tydzień, a ona wciąż wraca. Może za miesiąc przestanie, kto wie. Może to dlatego, że dobrze wypełniała czas. Może to dlatego, że nie rozumiałem wszystkich słów, bo czytałem wersję angielską. :)
Kto wie. Książka... sympatyczna i cieszę się, że mam ją na półce. Nie tylko dlatego, że dobrze wygląda. Może kiedyś zajrzę do niej jeszcze raz.
Nie jest przyjemnym uczuciem, gdy ktoś zrywa kontakt. To tak jakby... wyobraźmy sobie relację jak roślinkę, którą sadzimy sobie na ciele. Przyjmijmy, że jest to możliwe... chociaż chyba jest. W każdym razie, relacja się pogłębia, roślinka zapuszcza korzenie...
Moment zerwania kontaktu, powiedzenia "koniec", to wyrwanie roślinki. Razem z korzeniami. A co zostaje, gdy wyrwie się roślinkę z korzeniami? Dziuuuura. Zanim dziura się zasklepi, coś tam powpada... śmieci jakieś, brud, kurz... Niefajnie żyć z dziurą.
"I'm telling you this because I want you to know the truth"
poniedziałek, 16 lipca 2012
Nowhere to go
Mam gdzieś gotowy wpis. Wiem nawet gdzie. Problem z tym miejscem jest taki, że trzeba przenosić słowa. A na to już nie bardzo mam ochotę.
Nie ma dokąd iść. Nawet w internecie. Przeglądam najczęściej odwiedzane strony, a tam nic nowego.
Dziwnie tak. Wrócić do miasta, które cię wychowało. Ciekawe jak to jest przyjechać tu z innego miasta. Jakie jest pierwsze wrażenie?
Dziwnie, bo chociaż moja nieobecność była krótka, to jakoś zaburzyła mój tryb. Z jednej strony szukasz miejsca, w którym czujesz się bezpiecznie i do którego możesz wracać. Z drugiej chcesz się wyrwać. Trudno to pogodzić. Bardzo.
Próbuję stworzyć coś co będzie miało ręce i nogi i co nada mi sens. Wiem, że to zła kolejność. To ja powinienem nadawać sens. Mam jednak wrażenie, że to może zadziałać tylko w odwrotną stronę. Podświadomość? Nie wiem. Trzeba spróbować.
Nie ma dokąd iść. Nawet w internecie. Przeglądam najczęściej odwiedzane strony, a tam nic nowego.
Dziwnie tak. Wrócić do miasta, które cię wychowało. Ciekawe jak to jest przyjechać tu z innego miasta. Jakie jest pierwsze wrażenie?
Dziwnie, bo chociaż moja nieobecność była krótka, to jakoś zaburzyła mój tryb. Z jednej strony szukasz miejsca, w którym czujesz się bezpiecznie i do którego możesz wracać. Z drugiej chcesz się wyrwać. Trudno to pogodzić. Bardzo.
Próbuję stworzyć coś co będzie miało ręce i nogi i co nada mi sens. Wiem, że to zła kolejność. To ja powinienem nadawać sens. Mam jednak wrażenie, że to może zadziałać tylko w odwrotną stronę. Podświadomość? Nie wiem. Trzeba spróbować.
czwartek, 5 lipca 2012
A już chciałem zawieszać...
Wszyscy mamy tyle do powiedzenia. Co gorsza, każdy z nas myśli, że to co chcemy powiedzieć, jest bardzo ciekawe. Tymczasem, gdyby nasze rozmowy dać do posłuchania komuś z zewnątrz, osobie, która nas w ogóle nie zna, mogłoby się niestety okazać, że jesteśmy w bardzo dużym błędzie.
Ale nie dajemy, tylko mówimy. O tym co się nam zdarzyło wczoraj, jaką to sytuację mieliśmy kiedy jechaliśmy autobusem czy byliśmy na mieście, jak to ktoś nas wkurza, albo jaki to jest taki czy nijaki. Tak wiele słów, tak mało wartościowej treści.
Zdaję sobie sprawę, że mogę być ofiarą swoich słów. Prowadzę bloga. Zostawiłem tu tysiące wyrazów... problem w nadmiernej gadatliwości jest taki, że po zlustrowaniu swoich wypowiedzi, może się okazać, że 3/4 z treści, jest, za przeproszeniem, gówno warta. Myślę, że świetnie rozumieją to ludzie, którzy prowadzą blogi, albo pamiętniki... albo nawet piszą opowiadania czy wiersze. Patrzysz na coś co jest owocem Twojej głowy sprzed iluś lat, czy nawet miesięcy i nie rozumiesz autora. Nie rozumiesz, jak autor mógł tak postrzegać świat. Co on w tym widział ciekawego?
Kolejna prawda wynikająca z przysłuchiwania się ludzkim rozmowom jest taka, że ludzie są dwulicowi. Nie ma co się zapierać, sam się do tego przyznaję. To, że ktoś z tobą rozmawia i traktuje jak kolegę czy koleżankę, nie znaczy, że kiedy nie ma cię w pobliżu, nie wymienia twoich wad, nie narzeka na to jaką osobą jesteś. Wszyscy tak robimy. Świadomie, bądź nie, wszyscy tak robimy.
Rzecz w tym, żeby mieć osoby, o których nie będzie się chciało, albo po prostu nie będzie się miało co złego powiedzieć. Z tym drugim to akurat graniczy z niemożliwością. U każdego można znaleźć wady... rzecz w tym, żeby nie rzucały się one w oczy i żeby nie było po co szukać. Ale ile ja znam takich osób... jedną? dwie? Zdaję sobie sprawę, że za moimi plecami też możecie narzekać na to jaki jestem. Wiem, że takie sytuacje mają miejsce, bo niektórzy nie mogli się powstrzymać, żeby zostawić to za moimi plecami. I nawet, jeśli teraz z tymi niektórymi jest neutralnie, to i tak wiem, że mogą żywić urazę. A skoro oni, to inni też.
Nikogo nie obwiniam, sam siebie często wkurzam swoim zachowaniem. Trochę też boli mnie to, że obgaduję ludzi, bo w jakiś sposób, w jakiejś dziedzinie życia czuję się od nich lepszy. Nie jestem z tego dumny i jest to jedna z cech, które mnie w sobie denerwują. Nie będę jednak nikogo przepraszał, bo co to za przeprosiny, które nie zapowiadają poprawy. A nie sądzę, żeby to się miało zmienić... możesz mieć tylko nadzieję, że jesteś wśród tych dwóch osób :]
Ale nie dajemy, tylko mówimy. O tym co się nam zdarzyło wczoraj, jaką to sytuację mieliśmy kiedy jechaliśmy autobusem czy byliśmy na mieście, jak to ktoś nas wkurza, albo jaki to jest taki czy nijaki. Tak wiele słów, tak mało wartościowej treści.
Zdaję sobie sprawę, że mogę być ofiarą swoich słów. Prowadzę bloga. Zostawiłem tu tysiące wyrazów... problem w nadmiernej gadatliwości jest taki, że po zlustrowaniu swoich wypowiedzi, może się okazać, że 3/4 z treści, jest, za przeproszeniem, gówno warta. Myślę, że świetnie rozumieją to ludzie, którzy prowadzą blogi, albo pamiętniki... albo nawet piszą opowiadania czy wiersze. Patrzysz na coś co jest owocem Twojej głowy sprzed iluś lat, czy nawet miesięcy i nie rozumiesz autora. Nie rozumiesz, jak autor mógł tak postrzegać świat. Co on w tym widział ciekawego?
Kolejna prawda wynikająca z przysłuchiwania się ludzkim rozmowom jest taka, że ludzie są dwulicowi. Nie ma co się zapierać, sam się do tego przyznaję. To, że ktoś z tobą rozmawia i traktuje jak kolegę czy koleżankę, nie znaczy, że kiedy nie ma cię w pobliżu, nie wymienia twoich wad, nie narzeka na to jaką osobą jesteś. Wszyscy tak robimy. Świadomie, bądź nie, wszyscy tak robimy.
Rzecz w tym, żeby mieć osoby, o których nie będzie się chciało, albo po prostu nie będzie się miało co złego powiedzieć. Z tym drugim to akurat graniczy z niemożliwością. U każdego można znaleźć wady... rzecz w tym, żeby nie rzucały się one w oczy i żeby nie było po co szukać. Ale ile ja znam takich osób... jedną? dwie? Zdaję sobie sprawę, że za moimi plecami też możecie narzekać na to jaki jestem. Wiem, że takie sytuacje mają miejsce, bo niektórzy nie mogli się powstrzymać, żeby zostawić to za moimi plecami. I nawet, jeśli teraz z tymi niektórymi jest neutralnie, to i tak wiem, że mogą żywić urazę. A skoro oni, to inni też.
Nikogo nie obwiniam, sam siebie często wkurzam swoim zachowaniem. Trochę też boli mnie to, że obgaduję ludzi, bo w jakiś sposób, w jakiejś dziedzinie życia czuję się od nich lepszy. Nie jestem z tego dumny i jest to jedna z cech, które mnie w sobie denerwują. Nie będę jednak nikogo przepraszał, bo co to za przeprosiny, które nie zapowiadają poprawy. A nie sądzę, żeby to się miało zmienić... możesz mieć tylko nadzieję, że jesteś wśród tych dwóch osób :]
wtorek, 26 czerwca 2012
Nocne rozdrażnienie
Dwie godziny już próbuję zasnąć.
Toczę się z jednego boku tego łóżka na drugi i nic. I kurwa nic. Musiałem się tak kurwa rozregulować no... ja pieprze.
Dlaczego akurat w nocy mój umysł musi tak błądzić. Nie myśl tyle gnojku, odpocznij! ;(
I chuj. Wstanę, będę nie wyspany... argh%$@$^!&*(&(~
Czy, żeby w końcu skończyć jakiś film znowu muszę wziąć max 3 osoby, o których wiem, że przyjdą i nakręcić go w jeden dzień? Chyba tak...
Toczę się z jednego boku tego łóżka na drugi i nic. I kurwa nic. Musiałem się tak kurwa rozregulować no... ja pieprze.
Dlaczego akurat w nocy mój umysł musi tak błądzić. Nie myśl tyle gnojku, odpocznij! ;(
I chuj. Wstanę, będę nie wyspany... argh%$@$^!&*(&(~
Czy, żeby w końcu skończyć jakiś film znowu muszę wziąć max 3 osoby, o których wiem, że przyjdą i nakręcić go w jeden dzień? Chyba tak...
wtorek, 19 czerwca 2012
Ciąg myślowy
Zastanawiam się jak ludzie, którzy przeczytali wiele książek w swoim życiu, mogli pozostać prości. Dlaczego ich rozmowy, są rozmowami o rzeczach oczywistych, albo nudnych codziennościach? I to nie niektóre rozmowy, ale w ten potok słów jest płytki i nie widać, żeby w którymś momencie się pogłębiał.
Czego to jest kwestia? Książek? Jasne, że czytając Harlequiny raczej nie zwiększa się nasza świadomość świata, ani nie usprawnia się zdolność do refleksji, ale po przeczytaniu wszystkich lektur szkolnych chyba powinno coś zaiskrzyć?
Czy może nie? Czy można jakoś stanąć obok objawienia i pozwolić mu przejść bokiem? Świadomie czy nieświadomie? No dobrze, ale wtedy chyba nie sięga się po książki. Bo jaki sens czytać książkę, jeśli nie ma się zamiaru czegoś z niej wyciągnąć...
A może to kwestia nastawienia? Z doświadczenia wiem, że lepiej mi się czytało książki, na które czekałem, żeby je przeczytać. "Zbrodnia i kara", "Jądro ciemności", "Dżuma". Czekałem aż będą moim zadaniem domowym i faktycznie były to lektury, z których wyciągnąłem najwięcej. Czy to znaczy, że ludzie, którzy mają płytkie rozmowy nie oczekują? Płyną z prądem? O co tu chodzi?
Nie rozumiem.
Czego to jest kwestia? Książek? Jasne, że czytając Harlequiny raczej nie zwiększa się nasza świadomość świata, ani nie usprawnia się zdolność do refleksji, ale po przeczytaniu wszystkich lektur szkolnych chyba powinno coś zaiskrzyć?
Czy może nie? Czy można jakoś stanąć obok objawienia i pozwolić mu przejść bokiem? Świadomie czy nieświadomie? No dobrze, ale wtedy chyba nie sięga się po książki. Bo jaki sens czytać książkę, jeśli nie ma się zamiaru czegoś z niej wyciągnąć...
A może to kwestia nastawienia? Z doświadczenia wiem, że lepiej mi się czytało książki, na które czekałem, żeby je przeczytać. "Zbrodnia i kara", "Jądro ciemności", "Dżuma". Czekałem aż będą moim zadaniem domowym i faktycznie były to lektury, z których wyciągnąłem najwięcej. Czy to znaczy, że ludzie, którzy mają płytkie rozmowy nie oczekują? Płyną z prądem? O co tu chodzi?
Nie rozumiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)