Co dają ludziom studia? Po co w ogóle iść na studia? Niektórzy raczej nie powinni, bo ewidentnie nie ma to większego sensu.
Można pomyśleć, że nawet jeśli studia nie są naszym wyborem, ze względu na perspektywę przyszłej pracy, to chociaż stawiamy sobie na nich za cel poszerzenie naszych horyzontów myślowych.
Ok. Co jednak z tymi ludźmi, którzy ewidentnie mają problem z horyzontami. Otóż tacy ludzie dostają nowy zasób słów, cały słownik. I równoważą to z inteligencją. Myślą, że są światli, objawieni czy co tam jeszcze. I potem piszę w toalecie, że smród jest immanentną cechą kibla. Albo w odpowiedzi na postawione na drzwiach pytanie "Is this real life" odpowiadają:
"or us projection in us minds
projection different reality
in understandly for us frames"
Wiem o co chodziło autorowi tych słów, ale co z tego, skoro posługuje się on językiem, którego zasad ewidentnie nie opanował, do mówienia o rzeczach, o których nie ma nic ciekawego do powiedzenia.
Poza tym nasuwają mi się wątpliwości co do sensu studiowania, kiedy siedząc przy stoliku, słyszę rozmowę dziewczyn ze stolika obok, przechodzącą od seksu do stwierdzenia "Moje myślenie jest dość subiektywne". Naprawdę? NAPRAWDĘ?! Szkoda słów...
wtorek, 6 listopada 2012
sobota, 3 listopada 2012
Dobry stan
Lubimy to robić - rozpierdalać świat wokół siebie.
Lubimy niszczyć, burzyć, czy choćby tłuc i nie bardzo obchodzą nas konsekwencje. Fajnie by było, gdyby ich nie było... niewidzialne pieniądze.
Lubimy też tworzyć, ale jest to o wiele trudniejsze. Zajmuje więcej czasu. Ale daje też więcej satysfakcji. Destrukcja to chwilowa przyjemność. Dzieło... to coś znacznie więcej.
Ciekawe z czego to wynika. Ta radość z burzenia. To "wow" kiedy coś się spektakularnie niszczy. Zawala. Burzy. Rozlatuje na kawałki. Z ludzkiej skłonności do auto(i nie tylko) destrukcji?
Co sprowadza mnie do najważniejszego pytania...
...czy ja się dzisiaj wyspałem?
Lubimy niszczyć, burzyć, czy choćby tłuc i nie bardzo obchodzą nas konsekwencje. Fajnie by było, gdyby ich nie było... niewidzialne pieniądze.
Lubimy też tworzyć, ale jest to o wiele trudniejsze. Zajmuje więcej czasu. Ale daje też więcej satysfakcji. Destrukcja to chwilowa przyjemność. Dzieło... to coś znacznie więcej.
Ciekawe z czego to wynika. Ta radość z burzenia. To "wow" kiedy coś się spektakularnie niszczy. Zawala. Burzy. Rozlatuje na kawałki. Z ludzkiej skłonności do auto(i nie tylko) destrukcji?
Co sprowadza mnie do najważniejszego pytania...
...czy ja się dzisiaj wyspałem?
czwartek, 1 listopada 2012
Powrócony
Oto jestem, w miejscu, z którego pochodzę.
I chodź otoczenie się zmieniło, to mam wrażenie jakbym nigdzie nie wyjeżdżał.
Mam co prawda swój pokój, ale tak jak w Poznaniu, śmieci zaczynają tworzyć piramidę, czekając na łaskawe wyrzucenie.
Żeby zjeść, muszę najpierw umyć patelnię, która stoi gdzieś brudna.
I chodź wiem, że tak powinno być, to nie tego oczekiwałbym od domu.
To pewnie naiwne i wciąż mocno dziecinne, ale myślałbym, że będą mnie witać jak syna marnotrawnego. Jak to zrobili przyjaciele. Wielki krzyk, papieros wysunięty w moją stronę, ogień.
Skoro nawet rozmowy w drugim pokoju są takie same jak w akademiku (a raczej w akademiku, takie jak tutaj... "Tak kochanie", "Oczywiście", "Ja też cię kocham" [nie byłoby to takie nieznośne, gdyby nie ton zakochanego dwunastolatka]), to zastanawiam się... czy naprawdę jest po co wracać?
I chodź otoczenie się zmieniło, to mam wrażenie jakbym nigdzie nie wyjeżdżał.
Mam co prawda swój pokój, ale tak jak w Poznaniu, śmieci zaczynają tworzyć piramidę, czekając na łaskawe wyrzucenie.
Żeby zjeść, muszę najpierw umyć patelnię, która stoi gdzieś brudna.
I chodź wiem, że tak powinno być, to nie tego oczekiwałbym od domu.
To pewnie naiwne i wciąż mocno dziecinne, ale myślałbym, że będą mnie witać jak syna marnotrawnego. Jak to zrobili przyjaciele. Wielki krzyk, papieros wysunięty w moją stronę, ogień.
Skoro nawet rozmowy w drugim pokoju są takie same jak w akademiku (a raczej w akademiku, takie jak tutaj... "Tak kochanie", "Oczywiście", "Ja też cię kocham" [nie byłoby to takie nieznośne, gdyby nie ton zakochanego dwunastolatka]), to zastanawiam się... czy naprawdę jest po co wracać?
czwartek, 25 października 2012
Jestem wrakiem
Czym jest upadek?
Czy to chwilowa niedyspozycja czy dłuższy zjazd po równi pochyłej?
Nisko było. Nisko.
To uczucie, gdy wiesz, że ludzie na ciebie patrzą i myślą sobie "och, jak nisko upadł", albo pouczają swoje dzieci "Widzisz Jasiu? Nie bądź taki". Przykre.
Z drugiej strony, coś takiego pomaga zrozumieć rzeczywistość. Smutna to wiedza, którą nabywamy.
Czy to chwilowa niedyspozycja czy dłuższy zjazd po równi pochyłej?
Nisko było. Nisko.
To uczucie, gdy wiesz, że ludzie na ciebie patrzą i myślą sobie "och, jak nisko upadł", albo pouczają swoje dzieci "Widzisz Jasiu? Nie bądź taki". Przykre.
Z drugiej strony, coś takiego pomaga zrozumieć rzeczywistość. Smutna to wiedza, którą nabywamy.
sobota, 13 października 2012
Co za popierdolony dzień
Poszedł spać jako człowiek. Obudził się jako zombie. W pierwszym odruchu przetrwania podszedł do lodówki. Kanapka z szynką, to mogło podtrzymać jego egzystencję przez najbliższych kilka godzin. Mleko? Czemu nie.
Poczuł potrzebę dymu, więc udał się na schody. Odpalając papierosa zastanawiał się dlaczego ma brodę. Zombie z brodą. Resztka mózgu podpowiadała mu, że coś w tej bajce nie gra, ale szybko została uciszona przez zombiczą naturę co raz głośniej wołającą o mózg. Czyjś mózg. Schodząc ze stopnia spojrzał w przyszłość, w której zobaczył siebie siedzącego przy barze w akademikowym klubie i pijącego coś co nie obciążało zbytnio jego sakiewki, a jednocześnie podnosiło poziom alkoholu w jego krwi.
Przekręcił klucz i wszedł do pokoju. Głos z korytarza powiedział "kawa". Tak, kawa to byłby dobry pomysł. Niestety, była ona poza jego zasięgiem. Usiadł z powrotem na łóżku, czekając na nieuniknioną przyszłość.
Co za popierdolony dzień... nawet nie do końca "dzień-po".
Poczuł potrzebę dymu, więc udał się na schody. Odpalając papierosa zastanawiał się dlaczego ma brodę. Zombie z brodą. Resztka mózgu podpowiadała mu, że coś w tej bajce nie gra, ale szybko została uciszona przez zombiczą naturę co raz głośniej wołającą o mózg. Czyjś mózg. Schodząc ze stopnia spojrzał w przyszłość, w której zobaczył siebie siedzącego przy barze w akademikowym klubie i pijącego coś co nie obciążało zbytnio jego sakiewki, a jednocześnie podnosiło poziom alkoholu w jego krwi.
Przekręcił klucz i wszedł do pokoju. Głos z korytarza powiedział "kawa". Tak, kawa to byłby dobry pomysł. Niestety, była ona poza jego zasięgiem. Usiadł z powrotem na łóżku, czekając na nieuniknioną przyszłość.
Co za popierdolony dzień... nawet nie do końca "dzień-po".
The name is Bond. James Bond.
"Nie masz życia" to bardzo interesujące zdanie. Słyszymy je bardzo często. Najczęściej słyszą je ci, którzy lubią sobie pograć. Albo zarwać nockę budując monumentalne budynki w MineCrafcie. Zwrot ten jest jednak często nadużywany. Mimo tej świadomości czy możemy powiedzieć, że osoba, która budzi swojego współlokatora o 10 rano w sobotę zapachem jajecznicy i buczeniem wiatraka od kompa, bo nakurwia sobie w World of Tanks ma życie? NO CHYBA KURWA NIE. JA PIERDOLE, 10 RANO. W SOBOTĘ. JA ROZUMIEM, ŻE WRACANIE DO AKADEMIKA O 5, NIE JEST SZCZYTEM NORMALNOŚCI, ALE KURWA 10 RANO. W SOBOTĘ?!?! ŻEBY POLECIEĆ KLASYKIEM: "HOW DARE YOU?!".
Co do samego wracania o 5. Maraton z Bondem był bardzo spoko, Bond to jest klasa. Wychodzisz po każdym filmie i chcesz być taki jak Bond. Ten styl. Ten high-life. Jako, że mam teraz bilet z enemefu, to będę się częściej wybierał na takie maratony... POD WARUNKIEM, ŻE NIE OBUDZĘ SIĘ PO CZTERECH GODZINACH DLA WORLD OF TANKS. NO KURWA.
Co do samego wracania o 5. Maraton z Bondem był bardzo spoko, Bond to jest klasa. Wychodzisz po każdym filmie i chcesz być taki jak Bond. Ten styl. Ten high-life. Jako, że mam teraz bilet z enemefu, to będę się częściej wybierał na takie maratony... POD WARUNKIEM, ŻE NIE OBUDZĘ SIĘ PO CZTERECH GODZINACH DLA WORLD OF TANKS. NO KURWA.
wtorek, 2 października 2012
Jestem kucharzem
Przeżył orgazm kupek smakowych, gdy ciepły posiłek wreszcie znalazł się w jego ustach. Nie jadł nic od 9 godzin. To długo. Stanowczo za długo. Sypki ryż i ciągnący się z kurczaka ser zasilały jego żołądek...
[Pascal]
Dzisiaj nauczymy się jak ugotować kuhczaka po hawajsku. Potrzebne są nam:
- filety z piehsi kuczaka
- żółty seh (najlepiej w plasthach, ale kostka też się nada. Polecam goudę smakovity z Biedhonki)
- ananas z puszki
- hyż długoziahnisty (lub jakikowiek inny dodatek. Ja osobiścię phrefehruję hyż)
- oliwa (ale jeśli jesteś studentem mieszkającym w akademiku, to masło hównież da hadę)
Zaczynamy od hyżu, ponieważ zagotowanie się wody thochę twa i w czasie, gdy hyż będzie się gotował, zaczniemy przyrządzanie kuhczaka.
Kuhczaka należy hozkhoić wzdłuż ścięgien, żeby miał jak największą powierzchnię. Hozbijanie kuhczaka niszczy mięso, a hościnając można uzyskać naprawdę delikatnego kuhczaka.
Z wrzuceniem mięsa na patelnię czekamy do zagotowania się wody na hyż. Wtedy mamy jakieś 15 minut, któhe powinno nam w zupełności wystahczyć. Kuhczaka można paniehować, jednak przepis, któhy ja podaję, to wehsja uboższa, do pełniejszego wykorzystania phoduktów. Kuhczaka podsmażamy nohmalnie, a gdy już będzie ładnie ścięty i zostanie nam tylko kilka minut smażenia, kładziemy na każdym kawałku plastehek ananasa i przykhywamy go żółtym sehem. Patelnię najlepiej przykhyć, wtedy żółty seh się hozpuści oblewając naszego kuhczaka i tworząc z nim i ananasem spójną całość.
Najpiehw nakładamy na tależ hyż, a dopierho później kuhczaka, żebyśmy mieli czym polać hyż. Jeśli ktoś pheferhuje sałatę czy pomidoha, to oczywiście można je podać.
Smacznego!
[Pascal]
Dzisiaj nauczymy się jak ugotować kuhczaka po hawajsku. Potrzebne są nam:
- filety z piehsi kuczaka
- żółty seh (najlepiej w plasthach, ale kostka też się nada. Polecam goudę smakovity z Biedhonki)
- ananas z puszki
- hyż długoziahnisty (lub jakikowiek inny dodatek. Ja osobiścię phrefehruję hyż)
- oliwa (ale jeśli jesteś studentem mieszkającym w akademiku, to masło hównież da hadę)
Zaczynamy od hyżu, ponieważ zagotowanie się wody thochę twa i w czasie, gdy hyż będzie się gotował, zaczniemy przyrządzanie kuhczaka.
Kuhczaka należy hozkhoić wzdłuż ścięgien, żeby miał jak największą powierzchnię. Hozbijanie kuhczaka niszczy mięso, a hościnając można uzyskać naprawdę delikatnego kuhczaka.
Z wrzuceniem mięsa na patelnię czekamy do zagotowania się wody na hyż. Wtedy mamy jakieś 15 minut, któhe powinno nam w zupełności wystahczyć. Kuhczaka można paniehować, jednak przepis, któhy ja podaję, to wehsja uboższa, do pełniejszego wykorzystania phoduktów. Kuhczaka podsmażamy nohmalnie, a gdy już będzie ładnie ścięty i zostanie nam tylko kilka minut smażenia, kładziemy na każdym kawałku plastehek ananasa i przykhywamy go żółtym sehem. Patelnię najlepiej przykhyć, wtedy żółty seh się hozpuści oblewając naszego kuhczaka i tworząc z nim i ananasem spójną całość.
Najpiehw nakładamy na tależ hyż, a dopierho później kuhczaka, żebyśmy mieli czym polać hyż. Jeśli ktoś pheferhuje sałatę czy pomidoha, to oczywiście można je podać.
Smacznego!
Subskrybuj:
Posty (Atom)